Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Recenzje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Recenzje. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 3 listopada 2016

Mister Doctor? It's Strange.

Czy to już trochę dziwne gdy zauważam upływ czasu w momencie kolejnych premier filmowych? Za każdym razem mam wrażenie że nie ma szans bym doczekała kolejnego filmu. A w chwili gdy wychodzę z sali kinowej nie mogę uwierzyć że to już minęło. A najbardziej jest mi przykro właśnie na takich widowiskach jak chociażby Doctor Strange. Na widowiskach, które spełniają oczekiwania w 100%.
Doctor Strange ukazuje nam genezę kolejnego już bohatera komiksów Marvela. Historia prosta, wręcz banalna, ale film tak przyjemny dla oka że to już nawet nie ważne. Stephen Strange, grany przez Benedicta Cumberbatcha, to utalentowany chirurg, odznaczający się takimi cechami charakteru jak arogancja i egoizm. W wyniku wypadku samochodowego zostają uszkodzone nerwy jego dłoni. Mimo mnóstwa wydanych pieniędzy i wielu operacji Strange nie jest w stanie utrzymać skalpela w ręce. Zaczyna on więc poszukiwać pomocy w medycynie niekonwencjonalnej w Nepalu. Tam odkrywa mistyczną stronę natury człowieka.

Marvel już od dawna wie jak robić filmy o superbohaterach aby były one udane, więc o jakość widowiska się nie obawiałam. Film ukazujący, a jednocześnie sprawnie wprowadzający magię do uniwersum okazał się nie tylko dobrym filmem superbohaterskim ale również filmem dającym powiew świeżości w sprawie magii w kinie w ogóle. Wizualna strona widowiska nie tylko dorównała moim oczekiwaniom ale również je przebiła. Rzadko zdarza się by film, który praktycznie cały tworzony jest w technikach komputerowych wyglądał tak naturalnie. Brzmi to trochę absurdalnie mówiąc o efektach magicznych, ale tak właśnie było. Z ekranu nie biła sztuczność, wszystko było dopracowane do perfekcji. Film ten świetnie pokazuje możliwości techniki 3d. Pierwszy raz nie czułam się tym przytłoczona i nie uważałam tego elementu ze dyskomfort (noszę okulary więc nie przepadam za seansami w 3d). Walki były kreatywnie zaplanowane i nie polegały na rzucaniu w siebie ognistych kul, albo strzelaniu w siebie energią, ale na ucieczkach i naginaniu wszelkich praw fizyki. Film w tej kwestii pobił wszystko co do tej pory widziałam. Kształtowanie całej materii, wyginanie przestrzeni i kontrolowanie środków ciężkości dały niesamowite wrażenie.

Jeśli chodzi o fabułę to jest bardzo sztampowa. Zwłaszcza że film pokazuje kolejne origin story bohatera. Bohatera który z samej definicji przypomina już kogoś, kogo w uniwersum mamy. Muszę przyznać że nawet Benedictowi, który jest genialnym aktorem, nie udało się stworzyć postaci Doctora Strange tak by nie przypominał on Iron Mana. Przez cały film wisiało to nad nim widmo postaci Starka tym bardziej, że ja na ekranie widziałam nowego Sherlocka i starą Adler, więc do kompletu brakowało mi tylko Downeya. Historia w żadnym miejscu mnie nie zaskoczyła, ale nie była też źle zrobiona. Film musiał w naturalnej narracji wprowadzić zarówno bohatera jak i magię w ogóle, więc nie było czasu by skonstruować bardziej skomplikowaną fabułę. Od pierwszego zwiastunu wiedzieliśmy już kto będzie będzie walczył po stronie Strange i przeciwko komu walka będzie się rozgrywać. Jest to niezaprzeczalnie najgorsza strona filmu. No i dotyczy jednej z ważniejszych punktów tworzących film. Podczas seansu jednak nie odczuwałam tego tak mocno bo byłam zbyt zajęta wszystkim innym co działo się na ekranie.

Świetną kreacją wykazała się według mnie Tilda Swinton w roli komiksowego Przedwiecznego. Wiele kontrowersji towarzyszyło castingowi do tej roli, który ostatecznie wygrała Tilda. W komiksach Przedwieczny był starszym mężczyzną pochodzenia azjatyckiego. Ja jednak po seansie nie wyobrażam sobie by ktoś inny niż Tilda mógł zagrać tą postać. Aktorka świetnie się odnalazła i muszę przyznać że jej Przedwieczny wypadł uroczo. Po prostu uroczo, nie umiem znaleźć innego słowa. Zupełnie inny był odbiór złego Kaecilius'a. Ale to też już jedna z cech marvelowskich produkcji. Dobrymi złymi to one nie grzeszą. Oczywiście aktorsko nie odbiegł od reszty. Mads Mikkelsen chyba nie potrafi źle zagrać. Jednak jego postać była po prostu źle napisana. Ciężko było się wczuć w jego sytuację, historię. Oglądając film miałam wrażenie że można było to zrobić dużo lepiej i że wyjątkowo jego historia mogłaby mieć jakiś szerszy kontekst. Było mi przykro patrzeć na Mikkelsena, nie mogąc zrozumieć głębiej psychiki tej postaci. Bo polubiłam Kaecilius'a.

Reszta obsady również wypadła dobrze. Aktorsko to jeden z lepszych filmów superbohaterskich. Szkoda że w niektórych momentach potencjał aktorski został zmarnowany. Pojawił się również typowy dla Marvela humor. Pojawił się on jednak w ilości wystarczającej, był śmieszny i wyważony. Wypadał naturalnie w dialogach zwłaszcza Mister Doctor. (Ten moment kiedy zaczynasz się śmiać zanim żart padnie bo widziałaś zwiastuny c: )
Ogólnie film jest cudowny wizualnie, więc myślę że chociaż dlatego warto się wybrać. Odznacza się świetnie dobraną obsadą. Więc jeśli lubisz filmy Marvela, to się nie zawiedziesz. A jeśli tematyka ta cię nie kręci, to zastanów się czy nie warto po prostu popatrzeć na połamaną rzeczywistość chociażby Nowego Jorku.

~kociepelko

sobota, 9 lipca 2016

Podróż przez umysł niezrozumianego człowieka



Kolejna historia autorstwa Mathew Quicka. Kolejna osoba która jest odizolowana. Kolejne problemy z którymi człowiek nie potrafi  sobie sam poradzić, a jednocześnie nie umie o nich mówić. Spora dawka humoru, a jednocześnie ważna lekcja. Książka dająca poczucie że nawet ci najbardziej samotni wcale nie muszą tacy być. Że i na tych najbardziej dziwnych czeka druga osoba tak samo zwariowana jak oni sami.
Historia opowiada o Leonardzie Peacocku, który postanawia zastrzelić ..... oraz popełnić samobójstwo w swoje 18 urodziny. Zanim jednak to zrobi postanawia dać swoim przyjaciołom po upominku. Nikt nie zna jego planów. Nikt nawet nie wie że ma on dziś urodziny. Że przez cały dzień nosi przy sobie naładowany ...... Jak potoczy się jego historia?

 Być może dlatego dorośli piją, uprawiają hazard i zażywają narkotyki - nie potrafią się dłużej podjarać w naturalny sposób.
Być może z wiekiem tracimy tą zdolność.

Mathew Quick zaczarował  mnie już trzeci raz i znowu mu się udało. Przede wszystkim chodzi chyba o motyw samotności i o lekkość z jaką autor snuje opowieść. Bo potrafi podjąć ciężkich tematów w sposób ujmujący. Tworzy małe społeczności w których żyjemy wraz z głównym bohaterem. Można by powiedzieć, po przeczytaniu którejś z kolei książki Quicka, że w pewien sposób powiela on wypracowany już sobie schemat. Jednak oryginalność każdego bohatera, jego przeżycia i charakter sprawiają że za każdym razem przeżywamy nową przygodę. I nie
da się ich do siebie porównać. Jestem osobą wrażliwą i często czuję się niezrozumiana więc czytanie takich książek daje mi w pewien sposób nadzieję że nie jestem jedyna "dziwna". I że tak samo jak na Leonarda tak i na mnie czekają ludzie. Książki Quicka zawsze dotykają mnie osobiście bo nie potrafię nie przeżywać takich historii kiedy utożsamiam się z głównym bohaterem i do końca nie wiedziałam jak historia się potoczy. Bardzo lubię w książkach połączenie słodko-gorzkie.

 Inność to cecha pozytywna. Ale inność jest również trudna.

 I sama nie mogę się zdecydować czy jestem uradowana zakończeniem czy jednak zawiedziona. Ale muszę przyznać że domyśliłam się w sumie tylko jednej rzeczy. Reszta kompletnie mnie zaskoczyła.
Cała historia wygląda trochę jak ostatnia spowiedź Leonarda. Akcja dzieje się przez jeden dzień, 18 urodziny. Autor fajnie zastosował odnośniki, więc wszelkie aluzje lub przemyślenia które tak jakby nie wchodziły w główny tekst mamy ponumerowane jako odnośniki. Miłym zabiegiem były też listy z przyszłości pisane przez osoby które spotka. I powiem wam że przyszłość mnie trochę przeraziła.
Serdecznie wam polecam.
~kociepełko

poniedziałek, 20 czerwca 2016

Nordycki bóg na usługach aniołów



Mitologia ogólnie pojęta jest tematem który wiele razy przewija się dziełach literatury, kina, komiksu, obrazach. Jest czymś co w popkulturze ma już swoje miejsce i z większością bogów, i stworzeń mamy już określone skojarzenia. A jednak cały czas powstają kolejne dzieła przedstawiające kolejne przygody postaci z dawnych religii. Co powiecie na nordyckiego boga kłamstwa Lokiego, który zostaje zabójcą na usługach aniołów?

-W niebo też nie wierzę.
-Jakoś nie bardzo przeszkadza mu to istnieć. 
 
 Cały cykl Kłamca składa się z 4 tomów głównej historii oraz dwóch książek zawierających opowiadania napisanych przez polskiego autora Jakuba Ćwieka.  Nie byłam w stanie ani przerwać czytania po którejś z części, ani oddzielnie zrecenzować poszczególnych tomów, bo są to fragmenty całości i zupełnie inaczej patrzy się na pierwszy tom po przeczytaniu ostatniego. Więc będzie to recenzja zbiorowa.
Loki według mitologii to olbrzym uznawany za boga, adoptowany syn Odyn i przyrodni brat Thora, symbol ognia i oszustwa. Nigdy nie był do końca dobry, a jednak bezpośrednio z resztą bogów walczył tylko raz podczas Ragnaroku (zmierzch bogów). W chwili obecnej Loki przebił się już do popkultury najpierw za sprawą komiksów, a obecnie również filmów. A ja że Lokiego ubóstwiam, gdy tylko znalazłam książkę o tak dźwięcznym tytule nie zastanawiałam się długo. Przyzwyczajona do Toma Hidlestona w roli ciemnowłosego Lokiego w bogatych złoto-zielonych szatach, chwilę mi zajęło przyzwyczajenie do myśli że Loki może być blondynem o pięknych długich włosach.
  Cała akcja zaczyna się po szturmie na Valhallę, siedzibie Nordyckich Asów. Loki ukarany za swoje zbrodnie  przywiązany do skały w lochach przeżył napaść Aniołów. A po ich zwycięstwie cyniczny Bóg przystanął do aniołów jako chłopiec na posyłki. Jego zadaniem było eliminowanie po cichu obcych bogów i łagodzenie "buntów" które mogłyby zmniejszyć pulę wiernych. Jak się można domyśleć, żaden bóg nie wykonywalby posłusznie poleceń gdyby sam nie miał w tym interesu. Czy cały układ z cherubinami mu się opłacił? Przekonajcie się sami.
Z początku myślałam, że cały cykl będzie miał luźną budowę i że kolejne tomy nie będą ze sobą mocno powiązane, Tak prezentowały się pierwsze 2 tomy, były to opowiadania z różnych przygód Lokiego i muszę przyznać że gdyby nie moja miłość do Lokiego samego w sobie może nawet odpuściłabym sobie to na jakiś czas po pierwszym. Miłość jednak zwyciężyła i po drugim tomie bylam już mocno nakręcona na punkcie tej serii. Większość opowiadań zaczynała się z perspektywy osób postronnych i w żaden sposób wcześniej nie powiązanych z Lokim. Dopiero po czasie okazywało się jak dużą rolę odgrywały w historii dane postacie. Czas i miejsce akcji były ściśle określone na początku rozdziałów, dzięki czemu nie gubiło się w natłoku różnych spraw. Uwielbiam dialogii w tej serii są żywe i wyjątkowo naturalne, może też poprzez fakt że każdy bohater miał dobrze nakreślony charakter. Znało się motywy zachowań i nie było momentów w których jakieś reakcje wydawały się nie logiczne.

 Był ledwie o krok od przejścia tej dziwnej granicy, kiedy człowiek wymyśla światy, bo nie umie żyć w tym, w którym utkwił.

Z początku bałam się o dwie postacie kobiece, jednak nie potrzebnie. Zwłaszcza jedna z nich miała spory potencjał by zostać jedną z tych wkurzających bohaterek. Tak się jednak nie stało. Wszystko w tej serii było dopięte na ostatni guzik. Nie jest to jakaś przygodówka, a akcja może nie pędzi w zawrotnym tempie, lecz jest właśnie podzielona na krótsze fragmenty co też jest chyba bardziej przystępną formą. Język jest prosty, ale nie infantylny a przy tym dynamiczny. I widać że od początku do końca wszystko było przemyślane by doprowadzić do końca, który mnie zwalił z nóg.
I możliwe że jest mi trochę ciężko znaleźć jakieś błędy również dlatego ze po prostu kocham Lokiego. Ale z czystym sumieniem mogę wam ją polecić, bo jest warta uwagi.
Pozdrawiam
~kociepełko




wtorek, 1 marca 2016

Dary Anioła Casandra Clare - recenzja

Najpierw słyszałam o książce. Później pojawiły sie jakieś reklamy filmu, potem spotkałam cały cykl w szkolnej bibliotece a ostatnio dotarły do mnie pogłoski o serialu. Więc następnym razem gdy tylko zobaczyłam w bibliotece 1 tom (o co jakoś zawsze trudno) wzięłam ja. Czy to była dobra decyzja? Zaraz się przekonacie.

Tytuł: Miasto kości
Cykl: Dary Anioła
Autor: Casandra Clare
Oryginalny tutuł: City of bones
Ilość stron: 512
Wydawnictwo: MAG
Data premiery: 28.08.2013
Kategoria: fantastyka, młodzieżowa

Książka opowiada o losach Clarisy Fray, przed którą matka ukrywała mroczną historię. Wszystko zaczyna się w klubie Pandemonium, gdzie Clare wraz z przyjacielem Simonem świętują jej 18. Okazuje się że Clare widzi dziwne rzeczy. Rzeczy, niedostępne dla zwykłych przyziemnych. Tej nocy życie Clare zmienia się drastycznie. Widzi ona bowiem, jak pewien przystojny chłopak wraz z dziewczyną i jeszcze jednym przyjacielem zabijają kogoś. W ciągu kilku następnych dni, widzi kolejne dziwne rzeczy, aż do wieczora w którym ktoś, a może cos porywa jej matkę. Tak Clarrisa zostaje wprowadzona do świata demonów, Nocnych Łowców, Czarowników...

Dawno temu kiedy anioł Anioł Razjel zmieszał swoją krew z krwią mężczyzn powstała rasa Nephilim, inaczej Nocni Łowcy. Mają oni jedno zadanie chronić przyziemnych (zwykłych ludzi) przed demonami oraz pilnować pokoju między ludźmi a Wampirami, Wilkołakami, Czarownikami i innymi stworami powstałymi z połączenia demonów i ludzi. Anioł Razjel przekazał Nocnym Łowcom 3 magiczne przedmioty: Miecz, Lustro i Kielich. Tak zwane dary Anioła.
Nie miałam co do tej książki wielkich nadziei. Ot tak obijała mi się o uszy już od jakiegos czasu. Nie zawiodłam moich nikłych oczekiwań, ale również mnie nie zauroczyła. Od początku gdzieś do połowy miałam wrażenie że są mi wciskane niektóre sceny na siłę. Że nie miały one większego znaczenia dla fabuły, miały tylko sprawić by książka była masywniejsza. Później było pod tym względem lepiej. Ale ogólnie czuję przesyt. Za dużo informacji naraz. Fajnie że jesteśmy od razu wciągnięci w akcję, ale momentami czułam że jestem informowana nie jak czytelnik ale jak dziecko, by zrozumieć to co dzieje się dalej.
Mamy kilka zaskakujących zwrotów akcji, które zdecydowanie oddziałują na emocje czytelnika. Nie jestem pewna czy pozytywnie. To jak skonstruowane są tutaj relacje i związki mocno mnie irytowało, mimo że było powtórzeniem znanych mi schematów z książek które bardzo lubię i gdzie wcale aż tak mi to nie przeszkadzało.

,,Sarkazm to ostatnia deska ratunku dla osób o upośledzonej wyobraźni"

Jeśli chodzi o bohaterów. To ciężko mi ich ocenić. Bardzo liczyłam między innymi na Jace, czyli jednego z Nocnych Łowców. Tego chłopaka, co jest arogancki, zły, trochę obrażony na świat ale w głębi duszy to skrzywdzony, który potrzebuje miłości. I liczyłam na niego. Bardzo. W końcu to taki prosty, ale przyjemny schemat. Ale do tych co czytały: Możecie go sobie wziąć, nie chcę go. Był nudny. O dziwo. Jego zachowanie względem Clare było bardzo irytujące, raz dosyć dosadnie pokazywał, że mu się podoba, a później był dla niej oschły. Zabrakło mi tego procesu, rozwijania tej znajomości, tej zażyłości między nimi.
Clare była w porządku. Udało jej się mnie nie irytować co jeśli chodzi o tę książkę już jest sukcesem. Zachowywała się dosyć odpowiedzialnie i racjonalnie, nie wydawała się mdła, więc nawet ją lubiłam.
Kolejnym z drużyny Łowców był Alec, o którym nawet nie będę pisać. Nie wyróżnia się, prawie mnie nie irytuje. Jedyne co mogłabym powiedzieć to mały spojlerem, a tego wam oszczędzę. Sympatią obdarzyłam Isabelle, siostrę Aleca. Bardzo fajna dziewczyna z charakterem, troszcząca się o przyjaciół, realistka z ostrym językiem. Oraz Simona, najlepszego przyjaciela od dziecka Clare. Wyszedł on Casandrze całkiem nieźle.

"Ten kto z uporem wypiera się brzydkich stron tego co robi nigdy nie wyciąga nauki ze swych błędów."
 
Język jest prosty i naturalny. Narracja 3-os. Pozwala na skupienie się na różnych bohaterach. Przypadł mi do gustu styl opisów, był łatwy w odbiorze a jednak wyjątkowo sugestywny i obrazowy, co pozwalała na dosłowne poczucie, scenerii, klimatu miejsc. Dobrze były skomponowane także opisy scen. Książka ta nie jest wybitna pod względem języka, ale nie odbiega mocno od standardów literatury młodzieżowej.
Podsumowując chyba nie mogę jej polecić. Płascy bohaterowie, luki w fabule i irytacja dotycząca niektórych wątków. Zamierzam przeczytać kolejny tom, ze względu na jedną kwestię, jestem bardzo ciekawa jak dalej autorka wywinie się z tej plątaniny uczuć i relacji. Gwiazdek 5/10.
Pozdrawiam
~kociepelko

wtorek, 12 stycznia 2016

Eleonora & Parko - słodko gorzka na zimowe wieczory


Na książkę miałam ochotę już jakiś czas. Właściwie pragnęłam jej całym sercem. Ale to nie było czasu, a to pieniędzy by ją kupić. Kiedy pieniądze sobie odłożyłam i poszłam do księgarni z zamiarem kupna tej jednej, jej tam nie było.. Sprawdziłam wszystkie półki -  brak. No więc na pocieszenie kupiłam sobie inną. :( Ale mamy nowy rok. Dopiero co były święta (bogate w cudne pozycje) i w koncu po jakimś roku doczekałam się mojej kochaniutkiej książeczki. Przedstawiam wam pastelową historię ukryta za śliczną (według mnie) okładka. Eleonora & Park Rainbow Rowell.

Eleonora to pulchna, dziwna dziewczyna ze wściekle rudymi włosami. Park jest miłym, lubianym chłopakiem z ciemnymi włosami. I żadne z nich nie spodziewałoby się że połączy ich takie uczucie. Poznają się w autobusie kiedy Park życzliwie zaprasza ją na siedzienie obok. Nie odzywają się do siebie. Park ma swoich kolegów. Eleonora nie chce się zaprzyjaźniać. I tak sobie jeżdżą. Spotykają się na przystanku. Wsiadają do autobusu i milczą. On czyta komiksy, a ona patrzy się w okno. I można by powiedzieć że nic ciekawego. A jednak to cudowne patrzeć, jak oboje zaczynają lubić tak sobie razem milczeć. Po pewnym czasie czytać razem komiksy, słuchać muzyki a nawet rozmawiać.

 Eleonora miała rację - nigdy nie wyglądała ładnie. Wyglądała jak dzieło sztuki, a sztuka nie może być po prostu ładna; sztuka ma wywoływać emocje.

Ale ich relacja nie może być prosta. Park ma jednego brata, Eleonora ma 4 rodzeństwa, on prawdziwy dom, jej na nic nie starcza, on szczęśliwych rodziców, ona jest z rozbitego domu.
 Jeśli chodzi o autorkę to czytałam już jedną z jej książek (która kiedyś doczeka się recenzji na blogu). I musze przyznać że Fangirl bardzo mi się spodobała. Lubię styl autorki. To w jaki sposób prowadzi narrację, jest takie właśnie lekkie, jakby słowa brały jej się z powietrza. Cała powieść jest słodko- gorzka. Tak samo jak fan girl było jej dużo wszędzie. Ile opinii przeczytałam (okładka też pełna opinii), jakie to słodkie, urocze, śliczne. I tak jak za pierwszym razem spodziewałam się właśnie tego. Tak teraz wiedziałam że to nie wszystko. Rainbow Rowell ma sobie taką umiejętność łączenia tych pełnych wzruszenia, czułości i romantyzmu chwil z tymi gorzkimi, smutnymi. Przez co cała w odbiorze nie jest tak przesłodzona. Można by się spodziewać lukru, dużo lukru, bo tak zostały te książki rozreklamowane, ale jednak niosą one ze sobą coś więcej. Ich miłość, pierwsza miłość, ukazana tak niewinnie, a dodatkowo tak prosto. A całość dzieje się latach 80 XX. Parka i Eleonorę łączą komiksy i muzyka. 
Jeśli chodzi o postacie to ukazane mamy je dosyć płytko. Narracja jest z dwóch perspektyw ale jednak 3-osobowy styl autorki nie pozwolił na głębokie zajrzenie w umysł bohaterów. Czego trochę mi zabrakło, bo chciałabym zajrzeć do tej rozwichrzonej rudej głowy. Poza głównymi bohaterami nie są ukazane żadne inne relacje. Czegoś czego bardzo mi brakowało to relacje rodzeństw w obu domach. Albo ich brak.

 -Powiedz coś.
-Nie wiem, co powiedzieć.
-Powiedz coś, żebym nie czuł się jak idiota.
-Nie czuj się jak idiota, Park.
I tak jak Parka kochałam od pierwszych do ostatnich stron, tak im dalej szlam z powieścią tym postac Eleonory coraz bardziej mnie denerwowała. Była taką typową kobietą w stylu „Domyśl się”. W tych momentach kiedy Eleonora wkurzała się na Parka było mi bardzo smutno. I bardzo szkoda Parka.
Ale są to małe defekty, które przecież się zdarzają. Przy lekturze drugiej książki Rainbow Rowell już takich nie widziałam No i z powodu samego Parka. Wybaczam. Lektura godna polecenia chyba w każdym wieku.

niedziela, 29 listopada 2015

Oddam ci słońce

Jeśli kiedyś czułeś się inny. Jeśli uważałeś, że świat cię nie rozumie. Jeśli potrafisz dostrzec piękno otaczającego cię świata, spojrzeć głębiej. Jeśli straciłeś kogoś bliskiego. Jeśli byłeś szykanowany. Przeczytaj to. A jeśli nigdy się z tym nie spotkałeś - też przeczytaj. Ta książka pozwoli ci poczuć to wszystko, przeżyć na własnej skórze i nauczy patrzeć na świat ciut inaczej, pełniej.
Książka o której mówię to obyczajowa powieść dla młodzieży autorstwa Jandy Nelson ,,Oddam ci słońce"


Fabułę opowiem bardzo krótko, ponieważ każde dodatkowe zdanie odkryło by przed wami coś czego jeszcze nie chcielibyście wiedzieć. Głównymi bohaterami jak i narratorami są bliźnięta dwujajowe, spokojny Noah i nierozważna Jude. Oboje byli ze sobą bardzo blisko, ale tajemnice, które ich otaczały, powolnie  rodzący się brak zrozumienia i przedewszytskim brak szcerości sprawiło, że zaczęli się od siebie oddalać. Książka opowiada o ich odmiennych, a może całkiem podobnych światach. O tajemnicach, może nie mrocznych, ale istotnych dla każdego człowieka. Książka o akceptacji, miłości i o tym co może się stać z rodziną gdy ta przestanie ze sobą rozmawiać. Oddam ci słońce zmusza do przemyśleń o swoich własnych uczuciach. Jest jedną z tych książek, które zostają w pamięci, o których przez długi czas się nie zapomina.


Książka jest pisana z dwóch różnych stron, ale wydarzenia nie pokrywają się bo każdy bohater pisze w różnej terażniejszości. Noah opowiada o dzieciństwie, lub właściwie tym okresie przejściowym 13-14,5 lat, zaś Jude opowiada już o wydarzeniach, kiedy oboje mają po 16 lat. Bardzo podobał mi się taki zabieg. Był przemyślany, dokładny, pozwalał nie tylko na odniesienie wydarzeń do konkretnej osoby i zajrzenia do jej umysłu, lecz także spojrzenie na wydarzenia okiem dziecka i nastolatka. Język jest barwny, ale przystępny.

"Kiedy spotykasz pokrewną duszę, to tak jakbyś wszedł do domu, w którym już kiedyś byłeś - rozpoznajesz meble, obrazy na ścianach, książki na półkach, zawartość szuflad: znalazłbyś tam drogę nawet po ciemku."
 ,,Guillermo mówił,że pęknięcia i rysy to najciekawsza i najlepsza rzecz w moim portfolio. Może tak samo jest z ludźmi? "

Oprócz bohaterów głównych na brawa zasługuje wykreowanie postaci drugoplanowych jest i jak i całkiem pobocznych. Chciałabym rozwinąć temat o niektórych bohaterach, ale wiem, że to umniejszy radość czytania, więc powiem tylko że bardzo się cieszę, że  mogłam ich poznać.
Książka uczy, bawi, uczy i zadziwia. Ale przede wszystjun rozumie. Pokazuje psychikę młodego człowieka taką jaką jest - pogmatwaną.

 ,,Guillermo mówił,że pęknięcia i rysy to najciekawsza i najlepsza rzecz w moim portfolio. Może tak samo jest z ludźmi? "
 
Polecam wszystkim
Kociepelko

wtorek, 15 września 2015

,,Łza" czyli podróż w ocean


Potężne sztormy, niesamowite istoty i podwodne miasto. O Atlantydzie słyszał chyba każdy, mity i legendy krążące wokół niej. Ta książka to kolejna odsłona tego wiecznie żywego mitu.
Fabuła- pomysłowa, tajemnicza, magiczna.
Fabuła to chyba największy atut tej książki. Bo kogo nie zauroczyłaby pełna sekretów powieść o podwodnym świecie. Legenda zatopionej wyspy, przez jedną łzę. Podmorskie istoty wychodzące na ląd oraz przeznaczenie.



"Wiedza to władza, a władza demoralizuje. Demoralizacja prowadzi do wstydu i zepsucia. Niewiedza może nie jest błogosławieństwem, ale czasami jest lepsza od życia we wstydzie"


Los Eureki został przesądzony już dawno temu. Umrze lub przeżyje, ocali lub zniszczy świat. Matka Eureki przez całe życie pilnowała by z policzka dziewczyny nie spadła ani jedna łza, lecz teraz jej ciało pływa bezwładnie w oceanie. Zatopiona w swoim kochanym samochodzie. Taki sam los miał spotkać Eurekę, gdyby nie tajemniczy chłopak o oczach jak ocean - Ander. Pojawia się on przy Eurece w najmniej oczekiwanych momentach. Eureke roztrzęsiona przez śmierć matki - Diany, jest zagubiona w swoich uczuciach, walczy z macochą, kryje przed ojcem, nie potrafi otworzyć przed przyjaciółmi, ale coś ciągnie ją do Andera.
Bardzo podobał mi się wątek romansu w tej powieści. To jak powoli i delikatnie rozwijała się więź między Eureką a Anderem. Wątek pierwszej miłości. Te niewinne uczucie, którego główna bohaterka nie odczuwa, nie zauważa jak się zbliża.
Ogólnie książka oprócz fantastyki dotyka problemów nastolatków. W tle przewija się akceptacja wśród rówieśników. Bycie innym. Książka mówi o problemach w rozbitej rodzinie, braku zrozumienia od rodziców, o nienawiści do macochy.
Miejscami miałam wrażenie że styl autorki mnie przytłacza, mnogość szczegółów, przydługie opisy, które wpływały na całkowity odbiór książki - bardzo pozytywny, aczkolwiek sprawiały że akcja się dłużyła a wątki wolno rozwijały.

,,Ostatnią rzeczą jakiej spodziewamy się po innych, jest ostatnia rzecz którą robią zanim nauczymy się im nie ufać."

Co do bohaterów bardzo pozytywnie odebrałam Eurekę, nie była ona dziewczyną która od razu poleciała za Anderem, jak to się dzieje w wielu książkach młodzieżowych, ich relacja nie była przesłodzona, a one we wszystkim kierowała się rozumem. Bardzo polubiłam też matkę Eureki Dianę mimo że fizycznie nie ma jej już w świecie przedstawionym na każdym kroku czuć jej obecność.

,,Wiesz, języki mają skomplikowane drzewa genealogiczne, mieszane małżeństwa, przybrane dzieci, nawet bękarty. W historii języków można znaleźć niezliczone skandale, wiele morderstw dużo kazirodztwa"

Andera polubiłam od początku, dosłownie od prologu. Był tajemniczy, ale tak jakby nie obnosił się z tym. Był jak duch. Bardzo uroczy duch.
Zakończenie również mnie usatysfakcjonowało, pozwalające na zastanowienie co dalej się wydarzy ale nie urwany w środku akcji. Wymierzony i będący dobrym wstępem do kolejnej części.
Mimo, że książkę raz już odłożyłam bo mnie nie wciągnęła, muszę przyznać że cieszę się że ją skończyłam. Bo ze strony na stronę była coraz lepsza. Polecam przede wszystkim nastolatkom. Książka może nie wybitna ale świat wykreowany przez autorkę wspaniały. Liczę na więcej Atlantydy w drugim tomie.
Pozdrawiam
~kociepelko

piątek, 28 sierpnia 2015

To jest dobra smierc, w koncu ratuje zycie.

Co by było gdyby ktoś postanowił zadecydować o twoim życiu? Gdybyś umarł w wieku 13 lat tylko dlatego że nie wykazałeś się niczym przeciętnym? Czy wyobrażasz sobie żeby rodzice oddali cię na śmierć? Państwo uznało że nie jesteś wystarczająco dobry by utrzymać cię do pełnoletności?
A może to jednak nie jest śmierć. W końcu każda część ciała zostaje utrzymana przy życiu w sterylnych laboratoriach czekając na odpowiednią osobę, która przyjmie twoją rękę, serce a nawet mózg?
  


"Moje życie nigdy nie było wiele warte, jednak teraz statystycznie rzecz ujmując, istnieje o wiele większa szansa na to że gdzieś na świecie jakaś część mnie przyczyni się do wielkości. Wolę byc po części wielkim niż całkowicie bezużytecznym."

Książka którą dziś wam zrecenzuję jest kolejną antyutopią. I jak każda książka z tego gatunku opisuje walkę o przetrwanie, o życie w chorym systemie, oraz możliwość zmian panujących reali. Podzieleni Neal Shusterman Druga Wojna Domowa, zwana również Wojną Moralną toczyła się między Obrońcami Życia a Zwolennikami Wolnego Wyboru. Druga strona konfliktu twierdziła że każda młoda matka ma prawo sama zadecydować o życiu, lub nie życiu swojego dziecka w dowolnym momencie przed przekroczeniem 18 roku życia, pierwsza że życie jest święte i nikt nie ma prawa decydować o jego zakończeniu. W końcu po długich i krwawych walkach podpisano kompromis. Kartę życia, mówiącą że "życie ludzkie jest nienaruszalne od momentu poczęcia aż do wieku lat trzynastych"

"Jednakże pomiędzy trzynastym a osiemnastym rokiem życia
rodzice mogą podjąć decyzję o "aborcji" z mocą wsteczną..
pod warunkiem że życie dziecka formalnie rzecz biorąc się nie zakończy.
Proces, w trakcie którego życie dziecka dobiega końca a mimo to wciąż trwa, nazywany jest podzieleniem.
Podzielenie jest obecnie powszechną i akceptowaną przez społeczeństwo praktyką."


Podzieleni opowiada o 3 nastolatków którzy cudem unikają podzielenia.
Connor, który sprawia rodzicom wiele kłopotów, Risa, wychowanka domu dziecka i Lev dziesięciorodny wychowany w religijnej rodzinie uważa swoje podzielenie za błogosławieństwo.
Dużym plusem książki jest sam zamysł. Ta okrutna wizja świata mocno do mnie przemówiła. Książka skłania do refleksji nad samą śmiercią, nad bogiem i niepodzielnością albo wogóle istnieniem duszy. Naszpikowana mądrymi sentencjami a całość podana z dużą ilością akcji wciąż pchającymi się do przodu wątkami. Fabuła jest dopracowana, wszystkie wątki przyjemnie się łączą, tworzą klimat powieści.

"Dostałem od niego jedynie prawy płat skroniowy. To zaledwie jedna z ośmiu części kory mózgowej, więc w siedmiu ósmych jestem sobą a w jednej ósmej nim."

Książka podzielona jest na 7 części poprzedzonych, wprowadzeniem w formie cytatu. A te na rozdziały opatrzone imionami bohaterów. I to chyba najbardziej mi się podobało. Poznajemy historie naprzemiennie z różnych punktów widzenia. A również osób postronnych takich jak Admirał lub nieznany nam Właściciel Lombardu . Narracja 3-osobowa poprowadzona po prostu genialnie, język bardzo przystępny i ta nieustająca akcja pozwalają na wczucie się w klimat, poznanie dogłębnie tego świata i zamykają cię w nim szczelnie. Z tych powodów książkę czyta się bardzo szybko. Nie można się od niej oderwać.



"Człowiek nie otrzymuje duszy, dopóki ktoś nie obdarzy go miłością."

Książka ukazuje też obojętność człowieka względem człowieka. Pokazuje jego najgorsze cechy takie jak chciwość i samolubność. W końcu jak można podzielić nic nikomu winnego człowieka tylko po to by odzyskać z niego części. Traktowanie go przedmiotowo jako fragmenty, nie jako całość. Obojętność rodziców! Którzy przez 13 lat opiekują troszczą i kochają a następnie przestają?

"Picasso musiał udowodnić światu że umie malować normalnie zanim zaczął malować jedno i drugie oko po tej samej stronie (...) Widzisz jeśli malujesz źle bo tylko na tyle cię stać to jesteś po prostu tępą dzidą. Ale jeżeli robisz to, ponieważ tego chcesz, wtedy jesteś artystą."

Cały moment podzielenia jest owiany tajemnicą, ośrodki donacyjne o których się nie mówi aż do pewnej sceny. Słyszałam o niej że jest wstrząsająca, poruszająca. Czytałam że na wielu osobach zrobila tak duże wrażenie że musieli odłożyć książkę i na spokojnie ptzetrawić tę scenę. Ja sama tego nie odczułam. Ona dobrze ukazała sam moment podzielenia, ale jakoś nie wzbudziła we mnie kontrowersji ani nic takiego. Liczyłam że będzie bardziej mroczna. Ostrzejsza?
Ogólnie książka fajnie pokazała całą ideę podzielenia, ale czegoś mi zabrakło, może właśnie jakiejś ostrzejszej sceny, bardziej brutalnej. Może mimo wszystko była dla mnie za lekka?
Polecam ją mimo tego jednego minusika bo historia jest bardzo wciągająca a bohaterów bardzo polubiłam. Byli dobrze wykreowani, każdy był inny oraz wszyscy wyewoluowali. Zmienili się. Byli charyzmatyczni i ciekawi.

Moja ocena: 7/10
Tytuł oryginalny: Unwind
Rok wydania: 2012
Wydawnictwo: Papierowy księżyc
Tłumaczenie: Łukasz Dunajski
Liczba stron: 444

Polecam i pozdrawiam
~kociepelko

czwartek, 23 lipca 2015

Poradnik pozytywnego myślenia



Mamy wakacje. Na dworze jest piękna pogoda. Jest tak miło i optymistycznie. I nie wiem czy cały mój szczęśliwy nastrój zależy od pogody, od tego że są wakacje, a może od tej właśnie książki. Najpierw obejrzałam film, który (teraz to wiem) wcale nie oddaje książki. Tego nastroju. Film to zwykła komedia romantyczna. Bardzo miła, lekka i przyjemna. Książka jednak mówi o czymś więcej.

Opowiada o 35 letnim Pacie który trafia do "niedobrego miejsc" z powodu swojej agresywności. Dostaje zakaz zbliżania do swojej żony, ale jak się okazuje nie pamięta tych 5 lat przed "niedobrym miejscem" i dalej wierzy w "koniec rozłąki z NIki", czyli jego byłą żoną. Cały czas myśli pozytywnie, zaczyna ćwiczyć bycie miłym, poprawia kondycje fizyczną wsyzstko po to żeby być gotowym na "koniec rozłąki". Rodzina i przyjaciele próbują pomóc mu zapomnieć o Niki. Zaczyna też biegać z piękną, i tak samo zwariowaną jak on Tifany.
Książkę czyta się bardzo szybko. I jest pamiętnikiem Pata, który spisuje wszystko by opowiedzieć o tym Niki. Jest przyjemna. Optymistyczna. Pokazuje jak ważna jest wiara w swój cel. Że nie wszytko układa się w życiu tak jak tego chcemy. Ale jednak ktoś tam na górze czuwa i przynosi w nasze życie to czego potrzebujemy. Jest to bardzo mądra powieść o przyjażni, miłości, problemach rodzinnych ale i problemach ze sobą. Pokazuje też jak można się do siebie zblliżyć gdy łączą nas te same pasje, i że wtedy nie ważne jest czy właśnie wyszedłeś z psychiatryka, jesteś azjatą czy terapeutą. "Kiedy nie siedzę w fotelu jestem po prostu kibicem Orłów"
Dużą rolę w książce odgrywa futbol i to jak łączy ludzi. Z początku miałam wrażenie że nie dam rady przebrnąć przez długie opisy meczów, które były dosyć częste, ale jak się okazała Quick pisze na tyle prosto i przyjemnie że nawet te opisy czytałam z prawdziwą radością.
Książka pełna jest komizmu, sytuacyjnego i słownego. Jest bardzo humorystyczna i to chyba sprawia, że mimo tego ciężkiego tematu jest tak lekka i miła. Znajdziemy w niej dużo rozluźnienia, pozwoli się odprężyć i spojrzeć na życie z innej strony, ale zrobi to tak że nawet się nie zorientujesz.
Książka cudowna.
Pozdrawiam
kociepełko


niedziela, 26 kwietnia 2015

Le Cirque des Reves

Na samym początku powiem, że powieść jest wybitna. jej wartości są nie tylko uczuciowe lub fabularne, ale przede wszystkim literackie. Jak choćby zaczniecie czytać tę książkę nie pozwoli ona wam o sobie zapomnieć. Czytałam ją już jakiś czas temu, a nadal nie otrząsnęłam się z niej. Ciągle czuję przyjemny niepokój , stres i zaciekawienie. Snuję fantazję o mojej wizycie w cyrku. Naprawdę nie czytałam jeszcze tak dobrej książki. Książki, która tak mocno by na mnie oddziaływała. Mimo, że język jest bardzo plastyczny i obrazowy, prawdziwy kunszt literacki to książkę czyta się jak baśń. Może ze względu na magię, która cię otacza w każdym momencie.
Ale po kolei. Książka o której mówię to Cyrk Nocy Erin Morgenstern. 
Jest to opowieść o cyrku. Cyrku, niezwykłym i tajemniczym. tutaj pozwolę sobie na cytat:

"Cyrk pojawia się znikąd.
Nie poprzedzają go żadne zapowiedzi, na słupach i tablicach w mieście nie ma plakatów, w gazetach żadnej wzmianki ani reklamy. Cyrk po prostu jest, podczas gdy wczoraj go nie było.
Wznoszące się namioty są w czarno-białe paski, bez śladu złota czy szkarłatu. W ogóle wszystko jest pozbawione kolorów z wyjątkiem pobliskich drzew i trawy na okolicznych polach. Czarno-białe paski na tle szarego nieba; niezliczone namioty różnych kształtów i rozmiarów, zamknięte w bezbarwnym świecie za misternym ogrodzeniem z kutego żelaza. Nieliczne dostrzegalne z zewnątrz połacie ziemi są czarne lub białe, pomalowane, posypane lub zmienione jakąś magiczną sztuczką.
Jednak do cyrku nie wpuszcza się widzów. Jeszcze nie.
(...)
I w wywieszoną na niej czarną tabliczkę, na której białe litery składają się w napis:
Otwarcie o zmierzchu
Koniec o świcie
-Jaki cyrk jest otwarty tylko w nocy?-pytają.
Choć nikt nie zna odpowiedzi, to kiedy nadciąga zmrok przed bramą zbiera się spory tłum gapiów.
Wśród nich jesteś też Ty. Twoja ciekawość zwyciężyła, jak zwykle. Stoisz w poświacie zachodzącego słońca - owinięty wokół szyi szal osłania Cię przed chłodnym wieczornym wiatrem - i czekasz żeby na własne oczy zobaczyć ów cyrk, który otwiera się tylko po zmroku."

To taka esencja cyrku. Poza tym że cyrk ten jest rozrywką jest też areną. Toczy się na niej pojedynek dwojga magików. Ona i On walczą ze sobą w sposób subtelny. Walczą magią w sposób kreatywny tworząc kolejne namioty i przez przypadek zakochują się w sobie.
 Nie znają się, żyją obok siebie blisko złączeni obietnicą wygranej, ale są świadomi obowiązku. Nikt z cyrku nie wie co właściwie dzieje się na ich oczach. Sami nauczyciele chyba nie wiedzą.
Cyrk jest czarno-biały biel przenika i łączy się z czernią. Światło to samo robi z ciemnością, a dobro ze złem. Czytelnik jest tak omamiony i zagubiony, że nie do końca jest świadomy tego co dzieje się w cyrku jak również poza nim.
Ja osobiście czytałam zawieszona w przestrzeni. Cyrk przeniknął do moich słów, sprawił że przestałam normalnie funkcjonować. Ta książka jest niesamowita. Mogłabym wymienić wszystkie pozytywne przymiotniki, jakie znam, a i tak żaden nie oddałby nastroju tej historii.
~Agrin








środa, 11 marca 2015

Nowa Ziemia

Wszyscy choć raz zastanawialiśmy się do czego dojdzie w przyszłości i jak będzie wyglądać świat ,,po wybuchu", katastrofie biologicznej lub chociażby wojnie. Ten temat jest bardzo często podłapywany przez pisarzy i mamy tego na rynku mnóstwo. Więc dlaczego sięgamy po wybraną powieść? Musi nas czymś zaniepokoić no i zaskoczyć. O tym jest Nowa Ziemia autorstwa Juliann Baggott. Można pomyśleć, że cała fabuła będzie do przewidzenia. Garstka ludzi w supernowoczesnym świecie i miliony poturbowanych w gruzach swoich domów. I tak praktycznie jest w każdej tego typu książce. Także i tej. Więc można powiedzieć że różnią się szczegółami..


Ale ta jest inna. Wyróżnia ją zaplanowany wybuch, który sprawia że człowiek stapia się z przedmiotami . Świat jest w ruinie, na pustkowiach mieszkają pyły, ci którzy stopili się z ziemią gruzami i skałami. W lasach czają się bestie, ludzie stopieni ze zwierzętami, a na opuszczanych ulicach grupony składające się z kilkorga ludzi. Świat jest brutalny i pozbawiony złudzeń. Fabuła to jest największy atut tej książki.
Poza tym mamy kopułę i ludzi bez blizn, szram i wtopień, tak zwanych czystych, między innymi Patridge. W tym ciężkim do przełknięcia świecie Presję, która oprócz dziadka nie ma nikogo.
Co łączy tych dwoje? Upór, bunt oraz coś jeszcze - przeszłość.
 Poznajemy mnóstwo postaci. Wszystkie są wielowymiarowe, mają przeszłość ciężką i trudną, teraźniejszość, multum myśli i uczyć i przyszłość, czyli nadzieję na lepsze życie. W tych wszystkich młodych ludziach jest tyle woli walki, psychicznej siły zdobytej przez trudne doświadczenia i chęć zmian.
Czuje się do nich szczerą miłość, albo bezwarunkową nienawiść. Wszystkie wątki są delikatnie splatane. Są spiski, tajemnice i miłość. Całość jest dobrze zbudowana. Postacie są naturalne. Ja odczułam jednak może dwie nieznaczne wady. Po pierwsze pomija się kluczowe kwestie, rzeczy są urwane. Miałam wrażenie, że niedopowiedziane. Również nielogiczne wydawało mi się że człowiek nie stapiał się z ubraniem, krzesłem tylko topił się z długopisem co przeczyło logice.
Po drugie postać Patridge, czyli głównego bohatera, była taka hmm.. nie dopracowana, nijaka. Jego historia piękna i wzruszająca, ale zachowanie nienaturalne i momentami denerwujące. Tak jak inne postacie były głębokie i szczere tak Patridge jakoś nie bardzo mi pasował.
Chciałam jeszcze wzrócić uwagę na układ rozdziałów. Relacja wydarzeń jest 3-osobowa, ale każdy rozdział jest podpisany imieniem postaci i to wokół niej i jej przeżyć skupia się narracja.
Generalnie ciekawa lektura i myślę że sięgnę po kolejne tomy. ( Bo jest to trylogia Świat po wybuchu. Chyba o tym nie wspomniałam. ) Niebanalny i tylko dwie małe uwagi, ale myślę że mimo wszystko warto. Ja nie żałuję. A może tylko ja jestem dziwna i tak naprawdę Patridge jest wspaniałą osobą. O tym musicie już zdecydować sami.

Pozdrawiam ~
Agrin~

poniedziałek, 9 marca 2015

Black Ice

Nie umiem tego nawet ubrać w słowa. Początek był trudny, taki jakiś naiwny, przez 50 - 80 stron narrator w słaby, przerysowany sposób opowiadał. Denerwowała mnie naiwność Brit. Generalnie dopiero końcówka zmieniła moje zdanie o niej. Kiedy akcja się zawiązała była już wciągająca. Ale po kolei!
Mamy tu do czynienia z kolejną niezależną książką, mojej ukochanej pisarki Becci Fitzpatrick, autorki Szeptem. Sagi o której nie pisałam bo jedyne co mogłabym napisać to ,,Patch, wow, Scoot, Nora Kocham! Vee". Jak tylko skończyłam tą serię poprzysięgłam sobie, że będę miała wszystkie napisane przez nią książki. Czekałam jakieś 3 lata, ale w końcu jest! Black Ice.


Książka opowiada, o dziewczynie która od jakiegoś czasu przygotowuje się do wyprawy w góry z przyjaciółmi. W końcu nadchodzi ukochana przerwa wiosenna i za parę dni, Brit, jej przyjaciółka Korbie, mają wyruszyć w góry. Jednak niespodziewanie do miasta wraca były chłopak Brit a brat Korbie - Calvin.
Chłopak przygotował w górach domek a dziewczyny mają dojechać samochodem parę godzin po nim.
Niestety, zaczyna się zamieć, samochód nie może podciągnąć się w górę, a dziewczyny zostają uziemione. Szukając w mrocznym, ciemnym lesie schronienia,znajduję chatkę. Ale to im w cale nie pomoże.

Denerwował mnie tak jak już powiedziałam wstęp. Dłużący się bez potrzeby. I te wstawki dotyczące Calvina. Bo to oczywiście on zerwał z Brit. A ona przez kilka miesięcy liczyła że do siebie wrócą. Kiedy jednak pogodziła się że może więcej go nie zobaczy on wraca, a w Brit odżywają stare nadzieje i wspomnienia. Biedna, grzeczna i naiwna Brit przez 50-80 stron mówi o tym czy chce do niego wrócić czy nie. Na dalszych stronach również znajdziemy mnóstwo wspomnień, będą one jednak napisane inaczej. Będą budowały psychologiczny portret bez bezpośredniego kontaktu z nim. A bohaterowie to jest duży plus książek Becci.
Książka opisywana jako mrożący krew w żyłach thiller. Ta opinia jest jednak lekko naciągana. Oczywiście Brit, zostaje porwana przez 2 zbirów i pod groźbą śmierci ma ich wyprowadzić z ciemnych ośnieżonych gór. Dlatego też z początku spodziewałam się właśnie akcji i mrożących krew w żyłach opisów. Nie powiem że nie znalazłam emocji, bo pisarka w cudowny sposób prowadzi czytelnika przez, strach, podniecenie smutek i gniew. Ale robi to słowami, scenerią i tymi drobnymi zdarzeniami nie całą faktyczną akcją.
Wszystko zależy czego oczekuje czytelnik, ale wszyscy znający jej sagę szeptem prawdopodobnie oczekiwali spektakularnego powrotu tej cudownej miłości. Bo zakochać się w porywaczu, czy to nie jest ekscytujące. Główna bohaterka Brit, po tych początkowych stronach zmienia się w dużo bardziej dojrzałą dziewczynę, musi sobie w końcu jakoś w tej śnieżycy dawać radę.
No i oczywiście Jude. Męska postać na którą czekały wierne fanki Becci Fitzpatrick. Postać lepsza od wykreowanego w szeptem Patcha. Dużo głębsza i bardziej wrażliwa. wszystkie sceny z Judem po prostu pokochałam.
Całość opiera się na relacjach ludzkich, więc można powiedzieć że to po części obyczajówka. Dużo dzieje się w przeszłości w stosunku do czasu akcji, jest zaznaczone jak tragiczne zdarzenie i podejmowane decyzje mają wpływ na przyszłość.
Nie wiem jak innym, ale ja jestem zachwycona. Czekałam przede wszystkim na tych wielowarstwowych bohaterów, których można pokochać z całego serca. Pokochałam miłość Juda i Brit. Tak przewrotną, choć przewidywalną umiejscowioną pośród burzy śnieżnej.
Romans z zabójcą? Czy to nie ekscytujące.
Ocenę zostawiam wam.
Pozdrawiam i życzę spóźniona
 wszystkiego naj wszystkim kobietkom
~Agrin

wtorek, 20 stycznia 2015

Książka na podstawie gry..

Nie wiem ile takich książek, tudzież serii jest na rynku. Ja znam jedną. I tą wam przedstawię. Mówię o książkowej wersji popularnych gier o Assasinach. Na grach komputerowych się nie znam. Może bym w nie grała gdyby nie brak czasu. Gra Assasin mówi mi nie wiele. Styczności z nią nie miałam, ale zaintrygowała mnie książka. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności mój kuzyn ją miał. Zaczynając ją nie byłam przekonana, no ale jak to nie oddam jej nie przeczytanej. Zaczęłam. I strona po stronie, przekonywałam się że nie jest to bezwartościowa lektura. Spodziewałam się oschłej, poważnej narracji najeżonej mnóstwem krwiożerczych opisów. Nie znalazłam tego.



Assasin's Creed
Czarna Bandera
Oliver Bowden

 Główny bohater zarazem narrator Edward Kenway, okazał się bardziej wrażliwy niż bym się spodziewała, przynajmniej na początku. Był on ubogim hodowcą owiec, nieco zbyt pewnym siebie z zawadiackim uśmiechem. Przez co nabawił się wielu wrogów. Na nieszczęście zakochuje się w Caroline, córce bogatego kupca. W tajemnicy biorą ślub. Co dla damskiej części publiki będzie bardzo romantyczne. Niestety rzeczywistość nie jest kolorowa. Zaczynają się problemy finansowe, wtedy Edward postanawia zaciągnąć się na pokład Jej Królewskiej Mości. I wszystko byłoby dobrze gdyby nie to, że nastaje pokój między Hiszpanią a Anglią. Edward zostaje piratem. Zdobywa okręt. Tutaj następuje zmiana w postawie Edwarda. Na lądzie, wrażliwy i szlachetny, zmienia się brutalnego pirata. W pamięci ciągle przywołuje obraz Caroline, ale i to już nie pomaga.


W Edwardzie, tym romantycznym i szlachetnym zakochałam się. Później bardzo mu kibicowałam, ale mój stosunek zmienił się do niego. Akcja płynie wartko, nie wiem na ile zgadza się z grą, aczkolwiek fabuła jest świetnie skonstruowana. Wątki się łączą a mnie ciągle towarzyszyły pytania. Co z Edwardem? Umrze? Nie, no bo jak tak można. A co z jego przyjaciółmi. Znajdzie obserwatorium? Pytań miałam spora, ale zakończeniem jestem usatysfakcjonowana. Książka, na mnie zrobiła spore wrażenie. Wyzwoliła, też lawinę myśli. Długo rozmyślałam o tym czy postąpił słusznie, czy było to zgodne z sumieniem. Czy zabicie tylu niewinnych ludzi miało sens?


W książce znajdziemy też mnóstwo innych osobowości z życia wziętych. Mimo, że czasy się zmieniły, jednak profile psychologiczne pozostały takie same. Barwni i wielowarstwowi bohaterowie wprowadzający w walkę między assasinami i templariuszami. Język jest przystępny. A cała książka napisana jakby w formie długiego listu przedstawiającego historię Edwarda Kenweya. Komu ją przedstawia? Tego już wam nie powiem. Bo jest to tajemnica przyjemna. Przedstawię wam jeszcze zakończenie.

,,Ruszajmy, więc moja droga. Kurs na Londyn”

Pozdrawiam~
Agrin~

czwartek, 17 lipca 2014

,,Wiadomość dla mnie" , czyli włoska opowieść o miłości

Wiatr
cz. I
Wiadomość dla mnie
Miriam Dubini



Niebo niesie wiatr w którym ukryła się miłość.
Tak jednym zdaniem mogłabym opisać tą książkę. I jest to cały sens książki. Kolejna książka której staranne wykonanie  zachwyca. Twarda okładka jest w pięknym błękicie do tego miękkie puszyste niebo uosabiające niebo oraz główna bohaterka 13-letnia Greta. Warto zwrócić uwagę na pióra bo jest to motyw graficzny powielający się na kolejnych stronach.


Warto też odwrócić książkę bo i tył jest zdumiewający. Mamy rower który w całej powieści odgrywa sporą rolę. Ciągle pióra gnane wiatrem i pędzący rowerzysta na rzymskim moście.


Kolejny rower. wśród obłoków.



I rower na literkach. Strasznie podobają mi się pierwsze  litery rozdziałów. Są po prostu urocze.


Miriam Dubini stworzyła 3 książki której pierwsza część swego rodzaju wprowadzeniem. Główna bohaterka jest wychowywana w tak zwanej szarej strefie. Na mało bezpiecznym osiedlu i z jej temperamentem można wpakować się w problemy. Wychowuje się bez ojca z matką która jej nie rozumie i gdyby nie rowerowa pasja już dawno by zwariowała. Greta dosłownie ucieka od problemów. Coś się dzieje - wsiada na rower i jedzie. Ale teraz dorasta, wchodzi w okres buntu i zaczyna czuć coś czego nigdy nie czuła. Coś co sprawia że nie cały świat jest jej obojętny.
Na kochanym rowerze - Merlinie przemierza ciemne ulice Rzymu. Czymś co to rozświetli będzie warsztat rowerowy i rodzące się uczucie. W jej życiu pojawia się coś czego nigdy nie miała. Tajemniczy anioł - Anselmo i 2 przyjaciółki. Cała ta sytuacja wywraca jej świat do góry nogami czy ona znowu wsiądzie na rower i ucieknie? Co sprawi że dorośnie? Ze okaże bardziej wrażliwa?
Greta spróbuje ucieczki, ale to jest przeznaczenie i jej zdanie nie ma żadnego znaczenia. Świat zagubionych paczek jest tajemniczy, a tajemnica budzi ciekawość...
Lucie, Greta i Emma będą próbować zrozumieć to wszystko, wpakują się tam gdzie nie powinny prosto w czarne strefy Rzymu.
Miłość, tajemnica i dziennik który okaże się najważniejszy. Świat pomiędzy niebem a ziemią jest fascynujący, a kiedy jest się zakochanym okazuje się jeszcze lepszy.
Książka jest wciągająca, zakończenie może nie szokuje, nie ma też większych zwrotów akcji, ale czego można się spodziewać po książce tej grubości z takimi marginesami.
Jest to jednak wzruszająca opowieść o problemach młodych ludzi. Pierwsza miłość, trochę tajemniczy i młodzieńcze serca rowerowych pasjonatów.
Atutem jest różnorodność i głębia postaci. Błogiego, trochę filozoficznego Anselma, jego przyjaciela postrzelonego malarza Siagale'a, Emmy pewnej siebie bogatej podróżniczki, denerwującej i naiwnej Lucii, oraz zamkniętej w sobie Grety. 
Język jest prosty, ale tak jakby elegancki. Porównałabym go z wiatrem, prosty i codzienny ale niedoceniany i elegancki. Wciągający.



Kolejną zaletą są kartki z dziennika Anselma, pokazane mniej więcej co 2 rozdziały, które są dla mnie wyjątkowo motywujące.
Niektóre książki trzeba przeczytać drugi raz żeby je zrecenzować, bo w czasie ich czytanie traci się świadomość. Ta do nich należy.

Pozdrawiam
Agrin