Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rysunek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rysunek. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 19 lipca 2016

Deadpool


 Skończyłam. Uff.. Dużo czasu mi to zajęło biorąc pod uwagę że zaczęłam jakoś po premierze Deadpoola a skończyłam dopiero teraz. I nawet nie wiem jak to się stało że porzuciłam tę pracę na prawie pół roku. Ale najważniejsze że się jednak udało.





Praca przedstawia Wade Wilsona, jako Deadpoola. Wykonany akwarelą na formacie A3. Robiłam to w czasie takich dwóch długich posiedzień, więc myślę że całość zajęła mi około 6/7 h. Za drugim razem myślałam że się załamię i przez chwilę miałam ochotę tę pracę wyrzucić. Cieszę się ze jednak tego nie zrobiłam bo ostatecznie jestem z niej chyba zadowolona.


 
Akwarelą póki co tylko się bawię, więc postanowiłam nie ryzykować i nie zaczynać od "typowego portretu". Tak więc powstał pomysł narysowania Deadpoola w masce, co jednak nie było tak proste jak oczekiwałam. Nie potrafiłam akwarelą oddać faktury kostiumu. Pomógł mi zdecydowanie papier fakturowy którego użyłam. 
Kompletnie nie wyszły mi też katany na plecach. Wydają się nie staranne mimo że w każdy fragment włożyłam wiele wysiłku. Podoba mi się za to tło, dodaje takiego komiksowego klimatu.
Podsumowując jak się trochę przechyli głowę, oddali i zmruży oczy to prawie idealnie. xd Napiszcie co sądzicie.
Pozdrawiam
~kociepełko



piątek, 12 lutego 2016

Szkice #1 Ciri, Rey, Mała Syrenka i takie tam

Ostatni post dodałam 12 stycznia. Równo miesiąc od dziś. Znaczy że postanowienia noworoczne jakie miałam co do bloga, średnio udało mi się spełnić. Dobra, nie tylko te dotyczące bloga. Jest za to coś co udało mi się osiągnąć. Mianowicie rysuję codziennie od 1 stycznia. Według mnie to powód do dumy. Czasami na jeden dzień przypada kilka udanych rysunków. Czasami tylko jakieś bohomazy, a jeśli dopada brak weny twórczej to rysuję nos patrząc w lustro. Bo na nic więcej mnie wtedy nie stać.
Część z nich nie powinna ujrzeć światła dziennego, więc dziś mam kilka bardziej udanych (?) rysunków.



Wspomniane nosy rysowane z lustra. Szkice na szybko. Nie dopracowane. Ale przynajmniej można powiedzieć że żadnego dnia nie opuściłam.


Usta. Chciałam żeby były takie ładne realistyczne, ale nie bardzo to wyszło. Nie jestem z nich zadowolona. Choć w sumie w pewnym momencie przestałam się starać. Poza tym próbowałam rysować w towarzystwie kota - co kończyło się kreskami nie tymi co trzeba, pod kocem, w łóżku, więc kredki walały się gdzieś dookoła mnie, i czasami sięgałam  nie po tą co trzeba. No cóż.

  

Rey razy 2, R2-D2 i BB-8. Narysowane jeszcze na początku stycznia, niedługo po seansie "Przebudzenia mocy". Nie jestem, nigdy nie byłam i pewnie nigdy nie zostanę wielką fanką Gwiezdnych wojen, ale robocik BB-8, jest naprawdę uroczy. A sam film podobał mi się ale bez wielkiego "WOW". Miałam w planach bardziej dokładny rysunek Rey, ale jakoś nie starczyło mi czasu. Więc zostały szkice.


Mała syrenka!! Jedna z moich ulubionych bajek Disneya. Wyszła przyzwoicie. Chociaż chyba lepiej wygląda na żywo. Mimo tego że w realu ma jeszcze bardziej pomarańczową skórę, W sumie nie wiem jak to się stało, że ma taką skórę. Rysuje, rysuje i nagle jakieś bum pomarańcz. Wściekły.
Nie wiem.


Świeżo po skończonej drugiej części Wiedźmina powstała taki sobie fan art. Ciry z Cintry. Kolejne ćwiczenie na rękę. Rysowałam trzymając ołówek za sam koniec i rysując tak jakby bokiem, by kreska powstawała w pewnym sensie losowo, była lekka, szeroka i nierówna. Dając taki "artsystyczny" efekt. Przyjemne ćwiczenie.

Napiszcie mi co sądzicie o moich rysunkach.
Pozdrawiam.
 I wesołych walentynek za 2 dni.
~kociepelko


wtorek, 12 stycznia 2016

Eleonora & Parko - słodko gorzka na zimowe wieczory


Na książkę miałam ochotę już jakiś czas. Właściwie pragnęłam jej całym sercem. Ale to nie było czasu, a to pieniędzy by ją kupić. Kiedy pieniądze sobie odłożyłam i poszłam do księgarni z zamiarem kupna tej jednej, jej tam nie było.. Sprawdziłam wszystkie półki -  brak. No więc na pocieszenie kupiłam sobie inną. :( Ale mamy nowy rok. Dopiero co były święta (bogate w cudne pozycje) i w koncu po jakimś roku doczekałam się mojej kochaniutkiej książeczki. Przedstawiam wam pastelową historię ukryta za śliczną (według mnie) okładka. Eleonora & Park Rainbow Rowell.

Eleonora to pulchna, dziwna dziewczyna ze wściekle rudymi włosami. Park jest miłym, lubianym chłopakiem z ciemnymi włosami. I żadne z nich nie spodziewałoby się że połączy ich takie uczucie. Poznają się w autobusie kiedy Park życzliwie zaprasza ją na siedzienie obok. Nie odzywają się do siebie. Park ma swoich kolegów. Eleonora nie chce się zaprzyjaźniać. I tak sobie jeżdżą. Spotykają się na przystanku. Wsiadają do autobusu i milczą. On czyta komiksy, a ona patrzy się w okno. I można by powiedzieć że nic ciekawego. A jednak to cudowne patrzeć, jak oboje zaczynają lubić tak sobie razem milczeć. Po pewnym czasie czytać razem komiksy, słuchać muzyki a nawet rozmawiać.

 Eleonora miała rację - nigdy nie wyglądała ładnie. Wyglądała jak dzieło sztuki, a sztuka nie może być po prostu ładna; sztuka ma wywoływać emocje.

Ale ich relacja nie może być prosta. Park ma jednego brata, Eleonora ma 4 rodzeństwa, on prawdziwy dom, jej na nic nie starcza, on szczęśliwych rodziców, ona jest z rozbitego domu.
 Jeśli chodzi o autorkę to czytałam już jedną z jej książek (która kiedyś doczeka się recenzji na blogu). I musze przyznać że Fangirl bardzo mi się spodobała. Lubię styl autorki. To w jaki sposób prowadzi narrację, jest takie właśnie lekkie, jakby słowa brały jej się z powietrza. Cała powieść jest słodko- gorzka. Tak samo jak fan girl było jej dużo wszędzie. Ile opinii przeczytałam (okładka też pełna opinii), jakie to słodkie, urocze, śliczne. I tak jak za pierwszym razem spodziewałam się właśnie tego. Tak teraz wiedziałam że to nie wszystko. Rainbow Rowell ma sobie taką umiejętność łączenia tych pełnych wzruszenia, czułości i romantyzmu chwil z tymi gorzkimi, smutnymi. Przez co cała w odbiorze nie jest tak przesłodzona. Można by się spodziewać lukru, dużo lukru, bo tak zostały te książki rozreklamowane, ale jednak niosą one ze sobą coś więcej. Ich miłość, pierwsza miłość, ukazana tak niewinnie, a dodatkowo tak prosto. A całość dzieje się latach 80 XX. Parka i Eleonorę łączą komiksy i muzyka. 
Jeśli chodzi o postacie to ukazane mamy je dosyć płytko. Narracja jest z dwóch perspektyw ale jednak 3-osobowy styl autorki nie pozwolił na głębokie zajrzenie w umysł bohaterów. Czego trochę mi zabrakło, bo chciałabym zajrzeć do tej rozwichrzonej rudej głowy. Poza głównymi bohaterami nie są ukazane żadne inne relacje. Czegoś czego bardzo mi brakowało to relacje rodzeństw w obu domach. Albo ich brak.

 -Powiedz coś.
-Nie wiem, co powiedzieć.
-Powiedz coś, żebym nie czuł się jak idiota.
-Nie czuj się jak idiota, Park.
I tak jak Parka kochałam od pierwszych do ostatnich stron, tak im dalej szlam z powieścią tym postac Eleonory coraz bardziej mnie denerwowała. Była taką typową kobietą w stylu „Domyśl się”. W tych momentach kiedy Eleonora wkurzała się na Parka było mi bardzo smutno. I bardzo szkoda Parka.
Ale są to małe defekty, które przecież się zdarzają. Przy lekturze drugiej książki Rainbow Rowell już takich nie widziałam No i z powodu samego Parka. Wybaczam. Lektura godna polecenia chyba w każdym wieku.

czwartek, 31 grudnia 2015

Ostatni dzień roku, ostatnie szkice

 Nie wiem czy wy tak macie, ale ja bardzo często popadam w depresję by po dwóch dniach takiego smętnego nastroju obudzić się naładowaną pozytywną energią. Nastrój wpływa na postrzeganie samego siebie. I tak średnio 3 razy w tygodniu dopadają mnie myśli, jaka to nie jestem. Że brzydka, że gruba, że kompletne beztalencie bez zalet. Póżniej  to już sama się nakręcam. Mimo sfrustrowania próbuję coś narysować co zazwyczaj kończy się marnym rysunkiem, połamanymi ołówkami i stosikami z pogniecionych kartek. Same złe pomysły. Norma. Tak więc jakoś 3 dni temu znów dopadł mnie taki nastrój. Próbowałam narysować coś mega szczegółowego. I nic z tego nie wyszło. Mnóstwo zmarnowanych kartek. Zostawiłam to w spokoju. A że strasznie chciałam coś narysować (a przecież chcieć to móc) to postanowiłam zrobić sobie takie ćwiczenie by rysować rysunki maksymalnie 3 minuty. Znalazłam na necie przykładowe zdjęcia. Różne. I zaczęłam maziać.



Po pierwszym rysunku, byłam już zauroczona efektem "szybkiej kreski" oraz rozluźniona. Tak powstało 6 szkiców. Na pierwszym rysunku jeszcze ze stoperem w ręku odwzorowywałam murzynkę niosącą wodę na głowie. Zdjęcie było mega wyraziste, intensywne w kolorach. Ja miałam jeszcze dodać tło ale nie zdążyłam.
Kolejny rysunek to jakichś indianin, może meksykanin. Zdjęcie również nasycone. W tle dżungla o pięknym kolorze zieleni. A sam mężczyzna dosyć wychudzony idący mostem z gałęzi. Jeśli uda mi się znależć te zdjęcia postaram się je tutaj wstawić.

Szkice wykonałam cienkopisem 0.8 mm oraz dwoma odcieniami szarych Promarkerów Letraset. Mikołajkowy prezent. Póki co nie mam za dużo prac nimi wykonanych, ale tutaj naprawdę fajnie się sprawdziły. Grubsza końcówka pokrywa większą powierzchnie dzięki czemu szkice są szybkie i mają taki ciekawy charakter.


Na tym rysunku w tle miała być plaża. Ale nie do końca wiedziałam jak ją odwzorować. Poza tym staram się nie marnować moich promarkerów. Ponieważ jednak były drogie. Za mój komplet 14 + blender zapłaciłam 150 zł bez przesyłki. Więc staram się jak mogę ograniczać tą przyjemność.


 Na koniec moje dwa ulubione obrazki. Przypadło mi do gustu to jak wyszły te niedokładne szkice. Nie wiem. Mają coś w sobie.


Wydrukowane na większym na większym papierze pasowałyby do jakiegoś eleganckiego pomieszczenie. Nie wiem. Kojarzą mi się właśnie z takim surowym wnętrzem.
Dajcie znać jak wam się podobają. Poza tym jeszcze raz życzę wam wszystkiego najlepszego na nowy rok. Wystrzałowego sylwestra. I żeby ten rok przyniósł same dobre wspomnienia.
Pozdrawiam
~kociepełko
 

niedziela, 13 grudnia 2015

Oliver Quin, Molly Hooper, Efie Trinket

Do wigilii zostało 11 dni, a za oknem jesienna pogoda. Wczoraj takie piękne słońce świeciło. Dzisiaj deszcz. A śniegu jak nie było tak nie ma. Jest mi z tego powodu przykro. Czy ktoś widział śnieg? Trafi on w tym roku na Mazowsze? Ale nie otym. Jakis czas temu skonczylam 3 portrety których jeszcze tu nie pokazywałam. Przedstawiają one postacie z serialu. Oraz z filmu.


O RYSUNKU:
 Pierwszy przedstawia Stephena Amella w roli Olivera Quina, czyli głównego bohatera z serialu Arrow.  Warto tu zaznaczyć, że jest to pierwszy portret mężczyzny w mojej kolekcji. I jak widać wyszedł źle. Miałam problem z odwzorowaniem rysów ponieważ na zdjęciu duża część twarzy była w cieniu, a ja jakoś nie potrafilam zróżnicować tych cieni by narysować to tak jak to widziałam. Wiec próbując sobie to uprośćić rozjaśniłam zdjęcie. Skrzydełko nosa z lewej strony mocno się skróciło, oko poleciało za wysoko. Ogólnie budowa twarzy (nie mówiąc juz o podobieństwie bardzo leży) Podoba mi się za to jak wyszła broda. Wyszła całkiem naturalnie. Ogólnie jestem nie zadowolona.
O SERIALU:
Serial jest współczesna ekranizacją komiksu o Zielonej Strzale. Z komiksami mam nie wiele wspólnego za to kiedyś (i w sumie nadal) bardzo lubiłam kreskówki o jego przygodach, dlatego zainteresowałam się tą ekranizacją. Głównym bohaterem jest Oliver Quin milioner. Podczas podroży jachtem zdarza sie katastrofa a Oliver trafia na wyspę, która okazuje się wyspą skazańców. Po 5 latach od katastrofy udaje mu się wrócić do Starling City. Ma teraz jeden cel. Uratować miasto.
Tak ma się fabuła. Pierwsze 2 sezony były bardzo dobre. Miały fajny mroczny klimat. Bohaterowie nie irytowali mnie za mocno icj postępowanie było w porządku. Rzecz inaczej się miała w 3 sezonie gdzie uczucia głownego bohatera i jego rozterki nad sensem życia, miłośćią i ogólną egzystencją przeszły na główny plan. Większość bohaterów mnie irytowała. Jednak końcówka tego sezonu pozytywnie mnie zaskoczyła. Dwa dni temu obejrzałam 1 odcinek 4 sezonu i muszę przyznać że jestem zaciekawiona. Nie jest to  może jakichś geniusz wśród seriali, ale potrafi wciągnąć. Więc w wolnej chwili polecam się tym zainteresować.


Kolejny portret, wykonany kredkami, przedstawia Mooly Hooper czyli jedną z pobocznych bohaterek słynnego serialu Sherlock. Jeśli chodzi o samą postać to jest ona cudowna, urocza i wogóle kochana.
O RYSUNKU:
Sama nie wiem jak to opisać. Teraz jak patrzę na ten rysunek to mam sprzeczne uczucia. Z jednej strony podoba mi się mnogość kolorów na twarzy, te złote jasne miejsca, oraz różowofioletowe cienie. A z drugiej wiem że w planach miałam stworzyć gładką powierzchnię która tutaj nie wyszła. Ogólnie fotografia troszkę zjadła kolory, chociaż i tak mniej niż to robi skaner. Rysy twarzy też troszkę popsułam. Ale chyba nie jest tak źle.

O SERIALU:
 Mówię tu o serialu BBC wyprodukowanym w 2010 roku. Opowiada on o współczesnym Sherlocku, któremu towarzyszy John Watson, lekarz wojskowy i razem rozwiązują oni zagadki. Bardzo ciekawie Benedict Cumberbath kreuje postać Sherlocka, jest bardziej cyniczny, momentami widać w nim szaleństwo. Ogólnie przeniesienie całej historii do współczesności. Odświeżenie starych przygód daje nowe spojrzenie na tą klasykę literatury. Póki co serial liczy 3 sezony po 3 godzinne lub półtoragodzinne odcinki. Kolejny sezon zaczną kręcić na wiosnę 2016, więc jeszcze trochę poczekam.  Ale ta obsada w specjalnym odcinku Sherlock i upiorna panna młoda zaprezentuje się w polskich kinach 7 styczniai i zostanie przeniesiona do wiktoriańskiego Londynu. Kto jeszcze nie widział tego serialu, serdecznie polecam.


O RYSUNKU:
Rysunek przedstawia Elisabeth Banks w roli Efie Trinket z Igrzysk Śmierci. Portret ten zaczęłam w tamtym roku keidy na święta dostałam 72 kredki Derwent. Kiedy zobaczyłam ilość tych kredek od razu pomyślałam o żywych i kolorowych strojach. Niestety po jakimś tygodniu porzuciłam pracę. I wierzcie mi czy nie chciałam ją dokończyć. Tak bardzo ale jakoś się nie składało. W sumie to uważałam ten fragment za bardzo dobry i bałam się postawić kolejnej kreski by wszystkiego nie zepsuć. Więc tak zostawiłam ten portret i myślałam że już nie dokończę, Ale udało się kilka dni po premierze 2 części Kosogłosa dokończyłam. I muszę przyznać że jestem z siebie dumna. Wszystko jest takie udziwnione a przy tym takie delikatne. Wyjątkowo podoba mi się kołnierz, chociaż w oryginale wyglądał nieco inaczej. Fajnie wpasował się w klimat kapitolu. W gryncie rzeczy załamałam się jakoś na włosach i nie potrafiłam ich dokończyć, ale udało się. I chociażby z tego powodu jestem z siebie dumna.


   
O FILMIE: 
W sumie nie mam wiele do powiedzenia. Z kina wyszłam dziwnie pusta. Przed wejściem byłam mega nakręcona na jakieś emocje, ale nic większego nie odczułam. Zabrakło mi tego czegoś. Film dobrze odzwierciedlał książkę. Gra aktorska na dobrym poziomie. Zaskoczenia żadnego nie było, w końcu czytałam książkę. Więc w sumie jeśli komuś książkowe zakończenie odpowiadało to nie będzie miał większych zastrzeżeń. Zabrakło mi za to jakiejś fajnej ścieżki dźwiękowej.
Dajcie znać jak podobają się wam rysunki i czy oglądaliście serial i film.
Buziaki
~kociepelko








środa, 14 października 2015

Cienkopisy #2 Rogata wiedźma i Miedziany koliber

Mam ostatnio sporo na głowie i ogólnie ciągle jestem zajęta. Nie byłam przygotowana że powrót do szkoły będzie tak straszny. Jeszcze wrzesień jako tako, tak dopiero co rozpoczęty październik jest naprawdę tragiczny. Nie mam na nic czasu. Praktycznie ciągle się uczę. Często siedzę w szkole od 8 do 15 lub 16. Wracam i nawet nie mogę odpocząć. Nie wysypiam się. A to miał być tak piękny optymistyczny rok. A za mną dopiero miesiąc. Jestem zmęczona.
Więc wstawiam zaległe prace gdzieś z połowy września. Wykonanie długopisem, cienkopisem (do którego powoli się przekonuję) oraz kredkami KOH-I-NOOR i Derwent Artist. Coś w stylu prac które pokazywałam jeszcze w wakacje klik . I muszę przyznać że jestem z nich zadowolona.
Oto moja Rogata wiedźma. Pomysł na rysunek wpadł mi kiedy prawie zasnęłam na fizyce. Dowód że słabo sypiam.




Ogólnie efekt jest chyba dobry. Wyjątkowo podoba mi się ta praca. Mogłam dokładniej oddać włosy, ale w sumie wyglądają przyzwoicie. Źle wyszedł cień po lewej stronie twarzy. Jest za mocny, i mogłam go tak nie konturować. W poprzednich pracach do obrysowania użyłam długopisu. Wydawało mi się że cienkopis będzie zbyt intensywny. Zbyt ostry. Teraz stwierdzam że przyjemnie się nim rysuje. Efekt nadal nie jest taki jakbym chciała. Ale jeśli chodzi o mój wstręt do cienkopisów, to został on pokonany.

 

 Tutaj miało wyjść bardziej steam punkowo. Bardziej metalicznie. Nie dokońca to wyszło. Kiedy całość okonturowałam, pomyślałam że fajnie byłoby dodać gogle nad czołem, jednak nie mogłam tego wykonać bo kontury włosów wchodziły by w szkła, więc dodałam metalowy kwiat. Podoba mi się połączenie takich złoto miedzianych elementów z różem. Koliber wyszedł mi dosyć słabo. Za to fajnie wyszedł kolczyk. Na twarzy cały czas coś nie grało. I teraz już wiem co to jest. Usta powinny być zdecydowanie niżej. Ale ogólnie obie prace są chyba w porządku.
Chciałabym zaprosić was też na mojego instagrama @kociepelko . Dajcie znać jak podobają wam się te prace.
Całuski
~kociepelko


piątek, 4 września 2015

Disney's princess

Witajcie kochani. Od początku roku minęły już 4 dni. Na pewno wszyscy stęsknili się za swoimi nauczycielami, tłokiem na korytarzach, i tym wiecznym brakiem czasu. Mi wraz z początkiem roku przybyło stresu, chociaż na ten temat wypowiem się kiedy indziej. Jeszcze przed rozpoczęciem stworzyłam sobie parę szkiców tytułowych disneyowskich księżniczek. A teraz kiedy potrzeba zrobić coś rozluźniającego, postanowiłam je pokolorować.

Potraktowałam to jako powrót do przeszłości. W tle puściłam sobie ulubione piosenki z tych ponadczasowych animacji. Obejrzałam po kawałku każdej z nich i tak naładowana pozytywną energią zaczęłam rysować.
Nie są wybitne pod względem technicznym, ale ogólnie bardzo mi się podobają. Możliwe że też dlatego że same animacje po prostu uwielbiam. I z pełnym przekonaniem stwierdzam że z disneya się nie wyrasta.
Po lewej mamy moją ulubioną księżniczkę z dzieciństwa czyli arabską Jasmine z Alladyna.
Po prawej stronie Arielkę, damską wersję Flina z Roszpunki, z której nie jestem zadowolona oraz Meridę która najbardziej przypadłą mi do gustu jeśli chodzi o rysunek.




Megara z Herkulesa animacji z której kocham muzykę.Esmeralda z Dzwonnika z Notre Dam. Oraz pięknowłosa Pocahontas.
 

Więc póki co jestem pozytywnie nakręcona tym rokiem szkolnym i wiążę z nim wielkie nadzieję. Mam nadzieję że będzie produktywny pod róznymi względami.

Pozdrawiam
~kociepelko








wtorek, 18 sierpnia 2015

Jak przetrwać w szpitalu i nie zwariować

Nie mam zbytnio weny do pisania. Poprzedni tydzień spędziłam w szpitalu i nigdy nie pomyślałabym że można się tak zmęczyć leżeniem, siedzeniem i chodzeniem w kółko po oddziale. Z całego pobytu najciekawsze i o dziwo najprzyjemniejsze były badania, które jakoś urozmaicały rutynę. O tym co w szpitalach się dzieje i wszystkich nonsensach chyba nie trzeba pisać. Pytanie jak przetrwać i nie umrzeć ze znudzenia.
1. Nie zakładaj że wyjdziesz tego i tego dnia, w tym wypadku nie warto wierzyć lekarzom.
Poszłam w piątek po pierwszych badaniach, lekarz stwierdził że wystarczy obserwacja i w poniedziałek wyjdę do domu. Dwa dni jakoś przeboleję. W poniedziałek miałam mieć konsultację neurologiczną i wyjść do domu, ale kochana pani doktor się nie zjawiła. Obiecano że przyjdzie w wtorek i już wyjdę. Owszem wyszłam w czwartek bo kochana neurolog zleciła EEG i tomografię, pierwszy raz się zdarzyło że szpital bez żadnych wskazań sam zlecił dodatkowe badania.


2. Walcz o swoje i pilnuj lekarzy. Czyli znowu nie ufaj!
Ja jako 15-latka sama walczyć nie mogę ale gdyby nie mój tata który na izbę przyjęć mnie przywiózł, a następnie po 2-godzinnym czekaniu uprzejmie zapytał lekarkę "kiedy", dalej bym tam siedziała. Pani doktor stwierdziła równie uprzejmie "Moment. Ola, Ola.. Nie ma jej tutaj. Pielęgniarka widocznie zapomniała przynieść dokumenty, dobrze że pan zapytał."
3.Czytaj!
Muszę przyznać że przez pierwsze 3 dni, czytanie nie szło mi wcale, jednak następnie w 2 przeczytałam pół książki, którą a propos już skończyłam. (Zbieram myśli na recenzję.) To pozwala się rozluźnić i uspokoić no i umila czas.


4. Słuchaj muzyki.
Nie ważne na jakim oddziale jesteś, wszędzie są niepokojące dźwięki, warto się od nich odciąć, a nie znam lepszego sposobu.



5.Kabaret
Mnie wielce pomógł kabaret, przez te całe 5 dni naoglądałam się skeczy. Częściowo na TVP Rozrywka (telewizja na pediatrii była za darmo) częściowo przez internet.
6. Wyżyj się artystycznie.
Sama bym nie pomyślała, że w szpitalu jest tak twórcza aura. Rysowałam sporo. Więcej niż jak jestem w domu, a rysowanie to mój sprawdzony sposób na stres.

7. Ostatnia rada.
Warto mieć trochę suchego prowiantu. Ciastka ciasteczka, owoce, bardzo się w szpitalu przydają. Bo niektórych posiłków na prawdę nie sposób zjeść. W szpitalu coś albo jest bez smaku, i wtedy jeszcze da się to zjeść, albo jest tak obrzydliwe, że nie da się wcisnąć bo żołądek się buntuje. Warto wziąć ze sobą trochę soli i pieprzu, w niektórych wypadkach pomaga.
To na tyle jeśli chodzi o moje rady. Wróciłam do domu i jestem tak szczęśliwa. W końcu się mogę wyspać bo w szpitalu nijak mi to nie wychodziło.
Pozdrawiam i nikomu nie życzę
~kociepełko

wtorek, 4 sierpnia 2015

Intuos Pen & Touch - pierwsze spojrzenie

Byłam mega podekscytowana, bo o tablecie marzyłam ponad rok i dosłownie nie mogłam się doczekać. Nie przespałam nawet całej nocy i od 7 czekałam na kuriera, który swoją drogą przyszedł dopiero o 18:00. Model który zamówiłam to Intuos Pen & Touch S firmy Wacom. Zamawiałam go ze sklepu firmowego klik. Dodatkowo otrzymałam 2 programy graficzne Art Rage Studio i Autodesk Sketchbook Expres.


Po otrzymaniu paczki i otworzeniu jej zaczęła się najtrudniejsza dla mnie część, czyli instalacja sterowników oraz oprogramowania. W instrukcji było napisane że przy Windows 8 wystarczy podpiąć tablet i on sam powinien pobrać potrzebne pliki. W rzeczywistości nie było tak łatwo i kiedy myślałam, że będę mogła już go odpalić wyskakiwały różne okienka, przez które moje słabe mało informatyczne serduszko dostawało palpitacji. Dodatkowo doszły wszystkie licencje, ale ostatecznie się udało. Ale po kolei.
Tablet graficzny to urządzenie, ułatwiające pracę z programami graficznymi, pozwala na dokładniejsze zaznaczanie, lub korekcję zdjęć. Służy również do digital paintingu czyli rysunku cyfrowego. Możemy go też używać w zamian za zwykłą myszkę.
Tablet graficzny składa się z panelu oraz piórka (rysika). W zależności od modelu różnią się rozmiarem, ilością przycisków szybkiego dostępu czułością na nacisk oraz na kąt nachylenia. Panel roboczy jest odwzorowaniem ekranu, ruch piórka zostaje przeniesiony na ekran.

Od lat prym w tej dziedzinie wiedzie firma Wacom. Mój tablet to Intuos Pen & Touch Small. Czyli najmniejszy z nich wszystkich. Posiada 1024 poziomy nacisku, czyli nie jest jakiś mocno czuły, ale pozwala na odwzorowanie naturalnego nacisku. Co mnie zaskoczyło jest bardzo lekki. Trzyma się go w ręku i ma się wrażenie że to po prostu zeszyt. (Jest dużo lżejszy od mojego obecnego szkicownika.) Jest też cieńszy niż to przewidziałam i z początku trochę się bałam że go zaraz zarysuję albo nie wiem coś odłamię, ale nie. Jest w porządku.


Jest srebrno-czarny, a obszar roboczy na tablecie wyznaczają 4 małe kropeczki, bałam się że to będzie utrudniać pracę, ale w sumie i tak patrzy się na ekran, więc nie robi to różnicy. Z przycisków szybkiego dostępu znajdujących się na górze, na razie nie korzystam, ale chyba jednak wolałabym gdyby znajdowały się po bokach, takie rozmieszczenie jak np.: w Intuos Pro jest bardziej praktyczne. Z tyłu ma 4 antypoślizgowe punkty uniemożliwiające suwanie po biurku. Na górze znajduje się niebieskie miejsce na rysik. Bałam się że nie będę się umiała przestawić się a te piórko bo zazwyczaj rysuję ołówkiem, a nawet piszę cienkim długopisem, bo grubymi jest mi nie wygodnie, ale jednak jest w porządku, albo i lepiej.


Rysik posiada 2 końcówki piszącą oraz z tyłu wymazującą oraz 2 przyciski szybkiego dostępu.
Tablet podłącza się do laptopa za pomocą kabla USB albo dokupionego modułu Wireless, pozwalającego na wyłapanie tabletu za pomocą WiFi .
Po podłączeniu tabletu do komputera trzeba pobrać sterowniki ze strony producenta. Muszę przyznać że ja nie mogłam się połapać mimo że przy Windows 8 powinny pobrać się automatycznie. Do tego modelu tableta można pobrać 2 programy - Autodesk Sketchbook Expres i Artrage 3 Studio. Na temat programów wypowiem się może kiedy indziej, na razie nie bardzo je ogarniam.



Zaczęłam od dobrego starego Gimpa, czyli programu który mam i który ogarniam, ale jak się okazało, oprócz kursora tablet nie obsługuje, ani nacisku, ani gumki z drugiej strony, ani przycisków szybkiego przełączania. W chwili obecnej udało mi się to już po ustawiać.
Z początku miałam problemy z ruszaniem rysikiem, ale idzie mi już coraz lepiej. Nie potrafię jeszcze do końca ogarnąć jak zrobić ten efekt który mam w głowie. I na razie siła nacisku jedynie przeszkadza. Ale próbuję dalej. Mam za sobą parę szkiców. Próbę narysowania portretu. Także nie jest źle. Gotowe rysunki przedstawię niebawem.
Całuski :*
~kociepełko